Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 106 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O zabijaniu demonów

sobota, 04 czerwca 2011 15:32

Jakiś czas temu miał nastąpić koniec świata.

Przegapiłem parę wcześniejszych, tak więc obiecałem sobie, że tym razem przygotuję się mentalnie, by mieć świadomość końca, ale wszystko zepsuł Dedlajn. Znowu wbiłem mortkę w klawiaturę i zapomniałem.

Zresztą, koniec świata też zapomniał. Nic się nie wydarzyło. Barrack Obama nie znalazł co prawda zaginionego apostrofu w Irlandii, ale za to w Polsce udało mu się wyłgać od obietnic uruchomienia ruchu bezwizowego. Limuzyna przejechała wszędzie bez problemu. Polski prezydent nie opracował nowych metafor. Dźwiękoszczelne okna Belwederu zatrzymały wycie rodzin smoleńskich. Air Force One wystartował i znów zapadła cisza.

Nawet islandzkie wulkany nie dają rady. Grimsvötn, skądinąd złośliwa bestia, ucichł zanim zdążył sparaliżować ruch lotniczy w Europie przed wakacjami.

Kicha, a nie koniec świata.

Czyli trzeba zasuwać dalej.

Pracuję obecnie nad „The Great Bazaar”, opowiadaniami Petera V. Bretta osadzonymi w świecie „Malowanego człowieka” i „Pustynnej Włóczni”. Pracuję i uśmiecham się lekko, bo ścigają mnie wspomnienia. Rok temu, dokładnie o tej samej porze, pracowałem nad „Pustynną Włócznią”. Cóż, „pracowałem” to chyba zbyt łagodne określenie. Narzuciłem sobie mordercze tempo pracy i przez cały czas czułem na plecach oddech wydawnictwo, któremu zależało na tym, by polska edycja wyszła jako pierwsza na świecie. Cóż, udało się, ale powieść – ponad milion znaków! - wryła mi się w osobowość i teraz, gdy w powietrzu ścierają się zapachy wiosny, otwarcie pliku z prozą Bretta wydaje mi czymś naturalnym.

Lubię pracować z jego książkami. Kiedyś powiedziałem, że po wielu latach harówki z cyklem Aubrey/Maturin O’Briana nic już mnie w pracy tłumacza nie zachwyci, ale „Malowany człowiek” udowodnił mi, że się na szczęście myliłem. Twórczość Bretta nie stanowi wielkiego wyzwania, jeśli chodzi o językową stronę, ale jest niebywale wciągająca. Pracując nad przekładem, z rzadka otwieram słownik, generalnie skupiam się na treści, czytam i piszę. I mam sporo zabawy.

Trudno mi wyrazić, cóż takiego szczególnego kryje w sobie proza Bretta. Pomysł z demonami, które w nocy obejmują władzę nad światem, nie jest nowy. Motyw z wrogiem, na którego ludzkość nie jest w stanie znaleźć skutecznej broni, również jest mi skądś znany. Runy i rozbłyski magicznych barier kojarzą mi się z AD&D lub wręcz z Diablo. A więc o co chodzi?

Myślę, że Brett genialnie opisał atmosferę zaszczucia i jego konsekwencji. Co noc rozpoczyna się nowe oblężenie – pojawiają się demony, a niedobitki ludzkości chronią się w domostwach, ale ludzka natura wcale od tego nie łagodnieje. Zamiast solidarności i odwagi rządzi tchórzostwo i podłość. Ocaleni kłamią i odwracają się od siebie, szydzą i wyzyskują się nawzajem. Nie wahają się przed kradzieżą, gwałtem czy kazirodztwem. Nie zawahają się przed wszczęciem polowań na kozła ofiarnego.

Brett nie oszczędza ani swego świata ani swych bohaterów. Jego świat jest wyrazisty, ostro zarysowany, brutalny i przerażająco realny. I o to chodzi.

„The Great Bazaar” oraz „Brayan’s Gold” również dotykają tych problemów, ale w pierwszej kolejności są to pierwszorzędne, wciągające opowiadania przygodowe i powinny przynajmniej na chwilę zaspokoić ciekawość fanów Bretta, czekających na „Daylight War”. Na krótką chwilę…

O, i mała ciekawostka. W pociągu, którym dojeżdżam do pracy, od jakiegoś czasu widzę pewnego młodego człowieka, który nie odrywa oczy od drugiego tomu „Malowanego Człowieka”. Patrzę na niego i uśmiecham się. Wiem, co gość czuje.

Alagai’sharak!

Nawiasem mówiąc, nie gram w gry komputerowe. Bo nie. Niemniej jeśli kiedyś wyjdzie gra na podstawie Bretta, złamię tą zasadę.

Swe własne poletko pisarskie uprawiam równie skrzętnie jak Brettowe. Wieczorami, by odpocząć od demonów, otwieram plik z „Miasteczkiem Nonstead”, parzę wielki kubek kawy i na długą, piękną godzinę snuję losy Nathana, Anny i Skinnera. Patrzę przez okno na tonący w ciemnościach ogród i jest mi dobrze. Mam wrażenie, że w moim dorobku to pierwsza książka tego typu i chyba ostatnia, zupełnie jakbym próbował na raz wycisnąć z siebie cały mrok i rozsmarować go po kilkuset wordowych ekranach. Pisząc, unikam krwi, eksplozji, trupów i masakr, a opowiadam historię mglistą, deszczową, chłodną, bardzo tajemniczą, bardzo październikową. Piszę, piję kawę, marzę.

Tak, jest mi dobrze.

Z kąta pokoju patrzą na mnie niespokojnie moje osobiste małe dedlajniątka, przypominając mi o tym, że czeka „Druga Burza”, że gdzieś na podobieństwo smoczych jaj wykluwają się jeszcze inne pomysły… Wiem. Piszę szybko. Opowiem wszystkie te historie i jeszcze kilka innych.

A „Druga Burza” to dopiero będzie łomot. Po tym, jak „Martwe Jezioro” wdarło się na listę przebojów Fabryki Słów, po tym, jak świetnie sprzedało się na Targach Książki w Warszawie (trzeba było aż Pilipiuka, żeby mnie pokonać :), czuję, (mam nadzieję) że wielu ludzi czeka na kontynuację.

Napiszę.

Ale będzie łomot.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  30 078  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z pas...

więcej...

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z paszczy, a czasami to nawet marudzi. Ale tylko czasami.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 30078
Wpisy
  • liczba: 24
  • komentarze: 234
Galerie
  • liczba zdjęć: 36
  • komentarze: 12

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl