Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 106 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O czasie i jego braku

sobota, 10 marca 2012 15:21

Otwieram drzwi i wychodzę prosto na gwiazdy. Znad pól wieje chłodny wiatr, gdzieś przemykają sarny. Jest około piątej nad ranem – czas, kiedy kawa smakuje najlepiej, modlitwa trafia bezpośrednio do adresata, a marzenia stają się najbardziej wyraziste. Jest to też czas, kiedy zwykły spacer na dworzec nabiera magicznego charakteru.

Nic więc dziwnego, że po kilkunastu krokach znów zaczynają mi gadać w głowie. Najpierw kapitan Peter Doggs, potem porucznik Burlington, pan Stirling i reszta. Idę i słucham.

Nadjeżdża pociąg, oświetlone na biało akwarium pełne śpiących ludzi. Wciskam się do środka, staję między człowiekiem, którego świat zaczyna się i kończy na trzymanej w ręku bułce, i dziewczyną, zagubioną w swej muzyce. Ktoś jej gra na skrzypcach, ktoś inny śpiewa, lecz niestety po chwili repertuar zmienia się na bardziej elektroniczny.

Na szczęście dostrzegam kawałek pustego stopnia. Siadam, wyciągam komputer i umykam…

 

„Kapitan nie słuchał jego wyjaśnień. Gwałtownie rozłożył mapę na stole i przez chwilę przyglądał się rafom i skałom  na południe od archipelagu, a potem wybiegł na zewnątrz, zapominając o płaszczu. W kilku susach znalazł się na pokładzie rufowym.

- Załoga, do szotów i brasów! Refy na fokmarsel i grotmarsel! – huknął głośniej. – Panie Edwards, kurs na północ. Panie Samuelson, gratuluję intuicji.

Nim ogromny nawigator zdołał zadać choćby jedno pytanie, na wymarłym do tej pory pokładzie zaroiło się od ludzi. W niemalże całkowitej ciszy marynarze przypadli do lin i zaczęli ciągnąć,  inni poczęli się piąć na reje, a sternik pchnął koło sterowe. „Stjernen” zaskrzypiała i powoli zaczęła zmieniać kurs. Doggs spojrzał na niebo, dalej bezchmurne i bezgwiezdne, próbując obliczyć czas, pozostały do świtu.

- Cholera jasna – szepnął i z niepokojem spojrzał w ciemności, kłębiące się za kilwaterem. – A jeśli naprawdę się zawziął?

Ledwie widoczne, ciemne bryły wysp przesuwały się na horyzoncie. Wiatr zmienił melodię, okręt przyspieszył pomimo zmniejszonej powierzchni żagli. Doggs studiował mapę w świetle naktuza.

- Zechce pan spojrzeć, Samuelson – rzucił. –Wydaje mi się, że nie dotarliśmy jeszcze na tyle blisko Scilly, by bać się najdalszych raf.

Nawigator pokiwał głową w milczeniu.

- Rzućcie log! – Doggs rozkazał kilku bezczynnym marynarzom. – Przy prędkości sześciu węzłów zdołamy…

- Okręt przed nami! – krzyknął marynarz na oku. – Okręt na prawo od dziobu!

- Co? – Doggs poderwał głowę…”

(wszystkie cytaty pochodzą z powieści "Listy lorda Bathursta", której wydanie planowane jest w Fabryce Słów latem tego roku)

 

SJO Empik o szóstej trzydzieści to bardzo przyjazne miejsce, ciche, przytulne, nieco rozespane. Szybko robię potrzebne kserokopie, wertuję podręcznik w poszukiwaniu ewentualnych min, parzę kolejną kawę i taszczę to wszystko do sali. Potem znów łapię netbooka i umykam w ustronne miejsce. Wpycham do uszu słuchawki, by zaimpregnować się na morning chitchat i znów umykam…

 

W tej samej chwili rozległ głuchy pomruk, a horyzont rozświetliła seria rozbłysków. Salwa trwała zaledwie chwilę, ale wystarczyło, by Doggs rozpoznał okręt wojenny, zapewne fregatę. Wystarczyło też, by zrozumiał, że nieznajoma jednostka jest przerażająco blisko.

- Zaczaił się tu na nas… - szepnął. – Zrzucić refy z marsli! Kurs zachodni ku północy! Postawić wszystkie kliwry i foksztaksel!

- To niemożliwe – szepnął Parker, który niespodziewanie wyrósł tuż przy dowódcy.

- Słyszał pan rozkazy, panie Parker?

Kule wzburzyły wodę kilka, kilkanaście kabli od burty. W chwilę później nad pokładem „Stjernen” zabielały kolejne płótna, a okręt skoczył do przodu jak koń żgnięty ostrogą. Wychylony nieco pod naporem baksztagu, sunął w stronę otwartego morza. Doggs nie spuszczał oka z obcego okrętu, który również zaczął stawiać żagle. Z całej siły zaciskał dłonie na relingu, usiłując przeniknąć mrok.

Kolejny pomruk, seria rozbłysków od dziobu aż po rufę. Ostatni wystrzał na ułamek sekundy opromienił banderę.

- Piekło i szatani! – wrzasnął Doggs, zapominając o swoim opanowaniu. – To Royal Navy!

Jedna z kul przebiła bezan kilka stóp nad jego głową, inna ze świstem przedarła się przez takielunek, któraś grzmotnęła w burtę…”

 

Z powodów dla mnie całkowicie niezrozumiałych zajęcia na godzinę siódmą rano to istna beczka śmiechu. Choć raz na jakiś czas wypowiedzi przerywają potężne ziewnięcia, wszyscy pracują z ochotą. Co chwila ktoś żartuje, ktoś inny zadaje pytanie, ktoś opowiada anegdotę, wszyscy wybuchają śmiechem. Mało kto myśli o pracy, nikt nie używa polskiego, na półtorej godziny zamykamy się w świecie języka angielskiego.

O ósmej trzydzieści towarzystwo rozchodzi się z wyraźnym ociąganiem do pracy bądź na zajęcia, a ja gnam do ksera, taszczę kolejną porcję podręczników, w panice sprawdzam to i owo, dolewam do kubka czegoś życiodajnego, po czym patrzę na zegarek i odkrywam, że mam piętnaście minut. Idealnie. No to wnikam…

 

- Oświetlić okręt! – krzyczał Doggs, odruchowo kryjąc głowę. – Latarnie na rufie i na relingu rufowym! Tom! Niech ktoś leci do mojej kajuty i każe Tomowi zapalić wszystkie światła! Panie Parker, proszę wystrzelić z rufowych pościgówek!

„Na rufie nagle zajaśniało, a niewyraźne twarze nabrały wyrazistości. Doggs przypadł do burty, by ujrzeć, czy duńska bandera jest należycie widoczna, a wtedy poczuł na sobie wzrok Samuelsona. Brodaty nawigator pokręcił powoli głową.

 - Nie ma wyjścia! – warknął. – Ten okręt bierze nas za korsarza! Musi zobaczyć duńską flagę!

- Myśli pan, że uwierzy? – Samuelson zmarszczył brwi.

- Jasna cholera – mruknął Doggs, wstrząśnięty oczywistością słów nawigatora.

„Boże, cóż ze mnie za idiota – pomyślał. - Nie tak dawno sam się chwaliłem Stirlingowi, jakie to bandery w życiu wieszałem…”

Zaczerpnął tchu, by wyrzucić z siebie kolejną serię komend, lecz wtedy na dziobie nadciągającej fregaty pojawił się pierwszy rozbłysk, a potem drugi, trzeci…

- Padnij!

Ryk dział i świst przelatujących kul rozległy się jednocześnie. Na jego oczach któraś musnęła grotmaszt, inna rozdarła siatkę z hamakami, kolejna rozbiła falszburtę na kawałki. Leżąc na pokładzie czuł, jak drży kadłub, trafiony kilkakrotnie nad linią wodną. Na dziobie wrzeszczeli ranni.

- Raport o uszkodzeniach! – ryknął po ostatnim wystrzale.

- Okręt sterowny, sir! – krzyknął sternik.

- Takielunek cały! – huknął Parker.

- Zanieście rannych pod pokład! Żywo, żywo!

 

Około dziesiątej trzydzieści energii starcza tylko na tyle, by się spakować, ubrać i poczłapać. Myśli, zamiast śmigać po głowie, wleką się jak padalce, ale gdzieś w tyle nadal słyszę głos Petera Doggsa, na tyle głośny, bym nie miał wątpliwości, czym się zajmę w pociągu. Podjeżdża na czas (od pewnego czasu na kolei panuje taki bajzel, że pociągi kursują punktualnie), tak więc odczekuję, aż do środka wedrą się wszyscy ci, którzy nie widzą, iż jest niemalże pusty, wsiadam i znów otwieram netbooka.

 

„Woda wzdłuż burt szemrała coraz żywiej, blade żagle wypełniały się wiatrem, pokład pochylał się coraz bardziej. „Stjernen” rozpędzała się i choć Doggs ledwie widział nieznajomą jednostkę, miał niemalże pewność, że zyskują nad nią przewagę. Wbił wzrok w jej sylwetkę i wyobraził sobie kanonierów, uwijających się wokół odtoczonych dział, czyszczących dymiące lufy, wsuwających przybitkę, wtłaczających kule, a nad nimi midszypmenów i oficerów, skupionych, zdenerwowanych. Dobrze wyszkolona załoga przeładowywała wszystkie działa jednej burty w dwie minuty, czasem nawet szybciej. Lada chwila obcy miał znów rzygnąć ogniem…

- Sir, światła! – Samuelson wbrew wszelkiej etykiecie zacisnął dłoń na jego ramieniu. – Wali do nas jak na ćwiczeniach!

Doggs obrócił się gwałtownie, wyrwany z kilkusekundowej zadumy. Wbił wzrok w ciemność, z której zgodnie z oczekiwaniami nawigatora lada chwila miał wychynąć „Fantôme”. Wytężył wzrok aż do bólu i nagle, wbrew sobie i wszelkiej logice, nabrał podejrzeń, że ten może mieć rację.

- Nadciąga – szepnął.

I wtedy nadszedł go pomysł.

- Czy ktoś zdołał odczytać nazwę tej fregaty? – ryknął. – Co to za okręt?

- Płynie do nas burtą, sir, nic nie widać! – zawołał ktoś na rufie.

- Ja widziałem dwie pierwsze litery! „G” i „A”!

„A więc „Garland” albo „Gallant” – pomyślał nerwowo Doggs. – Dobra, trzeba ryzykować”

- Niczego nie gasić! – ryknął na marynarza, który już nachylał się nad rufową latarnią. – Panie Hackett, proszę wywiesić sygnał: „Edwardzie Jespers, byłeś i jesteś niedojdą!”

- Sir? – zawahał się Hackett.

- Już!

Rozkołysane latarnie, stosowane w Royal Navy do komunikacji nocnej, ruszyły w górę w chwili, gdy nieznajoma fregata otworzyła ogień po raz czwarty. „Stjernen” szła już z prędkością siedmiu węzłów, wyprzedzając znacznie okręt Royal Navy, przez co część pocisków wzburzyła kilwater. Inne jednakże okazały się morderczo celne. Na pokład runął kłąb splątanych lin z ciężkim blokiem, na dziobie popękały z trzaskiem wanty, w burcie ziała wyrwa w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była furta armatnia.”

 

Po pół godzinie jestem w domu, bogatszy o kilkaset słów, w perspektywie mając śniadanie z Żoną, miłą drzemkę i ponowny maraton pisarsko-edukacyjny po południu. Żyć nie umierać.

 

XXX

 

Pytanie „skąd ty masz na to czas?” słyszę tak często, że postanowiłem na nie wreszcie odpowiedzieć publicznie. Najlepszą odpowiedzią wydają mi się słowa Arlena Balesa, bohatera „Malowanego człowieka” – nie mam czasu, więc sobie go stwarzam. Każdy dzień jest pełen całkowicie bezużytecznych momentów, które dzięki współczesnej technologii – mam na myśli laptopa czy netbooka – można znakomicie wykorzystać . Podróż środkami komunikacji miejskiej, przerwa między zajęciami, „okienko” w szkole, kilka minut ciszy przed wieczornym prysznicem – kiedy się zliczy wszystkie te chwile razem, wyjdzie dobrych parę godzin, co z kolei przelicza się na wiele tysięcy znaków. Wystarczy więc kilka tygodni funkcjonowania w ten sposób i opowiadanie, a nawet powieść sama się napisze.

Wiem, że tylko w teorii wydaje się to łatwe. Wypracowanie tego trybu życia zajmuje sporo czasu, a do tego wcale nie gwarantuje sukcesu. Wielu ludzi, gdy im o tym opowiadam, twierdzą, że nie potrafią na tak krótką chwilę „wejść” w historię. I na to jest sposób. Żeby nie mieć problemu z „wejściem” w historię, nie warto w ogóle z niej „wychodzić”. Jeśli opowieść, którą chcesz spisać, jest dla Ciebie naprawdę zajmująca, myśl o niej zawsze wtedy, kiedy nie musisz myśleć o niczym innym. W pewnym momencie zauważyć, że wraca ona sama, bez pytania. Pojawi się w kolejce w urzędzie, na przystanku autobusowym, podczas niedzielnego spaceru czy porannego szorowania zębów. A potem proces twórczy (ależ brzydkie pojęcie…) nabierze tempa.

Nie oglądam telewizji, nie gram w gry komputerowe, nie uprawiam sportu i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dzielę swój czas między pracę, rodzinę, dom i sen. Podkreślę jednak, że słowo „praca” oznacza w moim przypadku głównie zajęcia językowe. Za wyjątkiem wakacji rzadko się zdarza, bym zasiadł do pisania w domu, gdyż tu zawsze trzeba się zająć czymś ważniejszym (lub bardziej kochanym). A mimo to książki powstają, i to szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. W ten sposób napisałem ostatnie pięć powieści i tak też piszę kolejną.

I chyba już tak mi zostanie. W święta odkryłem, że nie jestem w stanie wysiedzieć przy komputerze dłużej niż półtorej godziny. Nudzić się zaczynam jak mam za dużo czasu… J


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  30 065  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z pas...

więcej...

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z paszczy, a czasami to nawet marudzi. Ale tylko czasami.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 30065
Wpisy
  • liczba: 24
  • komentarze: 234
Galerie
  • liczba zdjęć: 36
  • komentarze: 12

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl