Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 105 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Szum fal

sobota, 05 marca 2011 14:53

Należę do rzadko spotykanego podgatunku homo sapiens, który lubi zimno. Nie ma to żadnego przełożenia na moje życie emocjonalne, odnoszę wrażenie, iż bardziej chodzi tu o estetykę. Natura, w której króluje zimno, jest bardziej wyniosła, groźniejsza, mroczniejsza, słowem, inspirująca. Co któryś dzień idę na pociąg, chłonę to cudowne zimno i zaciskam mocno powieki, bo postacie w mojej głowie gadają coraz głośniej.

- Jeszcze nie, na litość boską, jeszcze chwila – mówię i zgrzytam zębami. – Już niebawem się za Was wezmę. Jeszcze tylko ofiara złożona Dedlajnowi.

Bo nadciąga.

Tym razem jednakże gotów jestem opowiedzieć o tym, co przekładam. Robię to zresztą często, bo ubrdałem sobie, że propagowanie tego pisarza to moje zadanie życiowe. „Często” nie oznacza jednak „skutecznie” – i tu powstrzymam się od poruszenia powszechnego ostatnio tematu „Polacy nie gęsi, ale czytać i tak nie umieją”, bo pisarz szczególny, a jego powieści jeszcze bardziej.

Chodzi o Patricka O’Briana.

Nie wiem, jak powbijać wszystkie moje przemyślenia w ten mały ekranik w opcji „dodaj wpis”. Naprawdę nie wiem. To trochę tak jakby mierzyć morze linijką czy łapać esemesy do foliowego worka. Powieści O’Briana są ze mną od zawsze – praca nad „HMS Surprise” stanowiła umowny początek mojej przygody z literaturą, a praca nad „Blue at the Mizzen”, właściwie ostatnim tomem cyklu, będzie… Cóż, będzie smutną chwilą.

Najpotężniejszym atutem cyklu są postacie dwóch głównych bohaterów, kapitana Royal Navy Jacka Aubreya i lekarza pokładowego, przyrodnika, a zarazem agenta wywiadu Stephena Maturina. Powieści cyklu osadzone są burzliwym okresie wojen napoleońskich, co sprawia, że zmuszeni są toczyć boje z coraz to nowymi przeciwnikami, nie tylko Francuzami, ale i Hiszpanami, Amerykanami, a nawet Turkami. Z tego też powodu obaj trafiają na najrozmaitsze akweny – pływają na Atlantyku, po Morzu Śródziemnym, na południowym Pacyfiku, na Bałtyku, po Morzu Jońskim,  ostatnio też po Morzu Czerwonym. Co z tego wynika dla czytelnika?

Ano to, że fan cyklu prędzej czy później staje się miłośnikiem epoki. O’Brian był nieposkromionym erudytą i hojnie dzieli się swą przytłaczającą wprost wiedzą na temat owych czasów. Jego opisy nie nużą, ale przekonują i zachwycają swą magią, bez względu na, czy autor przedstawia nam zamglony Boston na przełomie wieków, niedzielny apel na pokładzie fregaty czy wściekły abordaż wśród dymów. Nie ma tomu, którego nie zamknąłbyś z przeświadczeniem, że nie tylko się dobrze bawiłeś, ale i wiesz o wiele więcej.

Nie ma też tomu, przy którym nie rwałbym sobie włosów z głowy, usiłując przełożyć jakąś opis jakiegoś skomplikowanego manewru żeglarskiego czy kolejnego żartu.

Właśnie. Nie napisałem, że humor jest integralną częścią cyklu, humor nie nachalny, subtelny, nieco absurdalny, odrobinkę montypythonowski, nie tylko słowny (niestety słabo przekładalny), ale i sytuacyjny. O’Brian zaludnia swe powieści tłumami arcyciekawych, nierzadko śmiesznych i karykaturalnych postaci, co sprawia, że czyta się je o wiele lepiej niż równie mistrzowski, ale bardzo poważny cykl o Hornblowerze. Co ciekawe, ów proces nie słabnie. Ostatni przełożony przeze mnie tom -  „Port zdrady” - przebił pod tym względem wszystkie dotychczasowe. Pękałem ze śmiechu.

Czytelnik, prędzej czy później, staje się też przyjacielem Jacka i Stephena. Obaj mają bardzo wyraźnie zarysowane, bogate  osobowości, obaj są pełni wad i osobliwych przyzwyczajeń, co sprawia się są bardzo ludzcy. Innymi słowy, bliscy. Kochają, nienawidzą, wierzą, kpią, wątpią, popełniają błędy, walczą z pechem. Nie da się nie śledzić ich losów z zaangażowaniem, nawet gdy schodzą na ląd i powieść staje się bardziej obyczajowa.

Napisałem wcześniej, że cykl na dwóch głównych bohaterów – Jacka Aubreya i Stephena Maturina. Zapomniałem tym samym o trzecim – ich ukochanym okręcie HMS „Surprise”, „the sweetest sailor on a bowline". W tomie, którym teraz się zajmuję, wszystko wywraca się do góry nogami. Każdy z ich trójki przechodzi przemianę, z którą ciężko się pogodzić. Jestem niepoprawnym tłumaczem i rzadko czytam książki O’Briana, nim wezmę się za tłumaczenie – nie chcę sobie odbierać przyjemności – i nie mam bladego pojęcia, co się wydarzy na ostatnich kilkudziesięciu stronach. Niemniej – nie żartuję – boję się o nich.

Ech, rozpisałem się. Pewne przekroczyłem granice wytrzymałości w czytaniu tekstu z ekranu i nikt do tego fragmentu nie dobrnął. Żałuję, ale nie jestem w stanie skrótowo pisać o tym cyklu. Pochłonął zbyt wielką część mego życia.

Nadchodzi Dedlajn wielkimi krokami, ekran w Wordzie trzęsie się i dygocze, a ja stukam i stukam. Gdzieś w oddali skrzypią reje HMS „Surprise”, śwista wiatr,  pokrzykuje wachta. Jeszcze wiele, wiele stron. Na szczęście.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  30 055  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z pas...

więcej...

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z paszczy, a czasami to nawet marudzi. Ale tylko czasami.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 30055
Wpisy
  • liczba: 24
  • komentarze: 234
Galerie
  • liczba zdjęć: 36
  • komentarze: 12

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl