Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 938 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O strachu

sobota, 28 stycznia 2012 14:31
Skocz do komentarzy

Cholera, nie lubię się bać.

Marek Doskocz zapytał mnie w ostatnim wywiadzie, czy kiedykolwiek bałem się naprawdę. Przemyślałem ten temat dokładnie i doszedłem do wniosku, iż muszę – na szczęście – udzielić bardzo rozczarowującej odpowiedzi. Otóż nie. Nigdy w życiu nie naszedł mnie prrrawdziwy strach. Bywało, że się niepokoiłem, bywało, że byłem zdenerwowany, spięty bądź nawet wystraszony, ale naprawdę się bać nie miałem okazji.

W każdym razie nie tak, jak Nathaniel McCarnish w „Miasteczku Nonstead”.

Odnoszę wrażenie, iż rzadko doświadczamy prawdziwego strachu w życiu. Ba, mało kto – na szczęście! – wie, czym on tak naprawdę jest i być może dlatego strach bywa mitologizowany i demonizowany. Być może dlatego strach przyciąga jak zakazany owoc. Człowiek włączający horror na DVD czuje dreszcz emocji, gdyż wie, że za moment padnie ofiarą odczuć czystych i pierwotnych, wygenerowanych sztucznie, ale tym niemniej bardzo, bardzo prawdziwych. Taki strach kusi niczym skok na bunjee czy zjazd na nartach po stromym stoku, gdyż jest obietnicą intensywnych przeżyć.

Nic dziwnego, że wabi i kusi. Jest w końcu niegroźny. Jest oswojony i bezpieczny, da się go odpędzić włączeniem światła.

Prawdziwy strach jest inny. Nathan McCarnish podczas spotkania autorskiego w Nonstead opisał go tak:

„Lubię postrzegać strach jako odruch obronny. Podobnie jak ból, który przekazuje mózgowi informację, że coś się dzieje niedobrego z ciałem, strach mówi, że coś nie w porządku z rzeczywistością. Ostrzega nas, że pojawiło się nowe zagrożenie. Informuje, że dzieje się coś niepotrzebnego, nieprzewidzianego i o niewiadomych konsekwencjach. Rodzajów strachu jest zapewne tyle, co rodzajów bólu. Wszyscy je znamy. Narastające napięcie przed ważnym egzaminem. Szybko bijące serce na widok policjanta z drogówki. Nerwowe oczekiwanie na spóźniający się okres. Nieokreślony niepokój na widok koperty w skrzynce na listy. Telefon w środku nocy. Brak samochodu na podjeździe. (…) Sytuacje te, choć straszne, przynależą jednak do naszej rzeczywistości. Ja jednakże chciałem się skupić na pewnym szczególnym rodzaju strachu – strachu, który jest efektem zakłócenia rzeczywistości.”

Wieczorami piszę przy stole w salonie, w ciemnym pokoju, przy wyłączonych światłach. Z rzadka unoszę głowę znad komputera, głównie po to, by musnąć wzrokiem ściany w poszukiwaniu jakiegoś słowa czy synonimu. Raz mimochodem spojrzałem na okno tarasowe i zmartwiałem.

Na tarasie, tuż przy oknie, stał pies i wpatrywał się we mnie.

Nim uświadomiłem sobie, że to psisko sąsiada i przelazło przez dziurę w płocie, minęło pięć przeraźliwie długich sekund.

Innej nocy, podczas bardzo wietrznej pogody, siedziałem w pokoiku Pretendenta do Tronu i coś czytałem. Niespodziewanie z dołu dobiegł potworny, nieziemski wprost jęk, który trwał około pół minuty i ustał jak nożem cięty. I znów minęło wiele, wiele czasu, nim zrozumiałem, że puściła uszczelka w drzwiach i wiatr gra na nich jak na fujarce.

Nie, ja się do tego nie nadaję. Nie potrafię się bać i nie chcę tego robić. Należę do tych ludzi, którzy przed wyjściem nocą do ogrodu zapalą wszystkie możliwe światła, a idąc po nim wypełnią sobie profilaktycznie głowę skeczami z Monty Pythona. Za żadne skarby nie wszedłbym nocą do lasu i nigdy, absolutnie nigdy nie obejrzę po raz kolejny „Kręgu”. Niestety, długie lata grania w rpg, czytania fantastyki i wymyślania okrutnych scen do książek rozbudowało moją wyobraźnię do paraliżujących wprost rozmiarów.

Mam więc wrażenie, że „Miasteczko Nonstead” jest kumulacją moich przemyśleń w temacie strachu. Nathan, Anna i Skinner stają się ofiarami jego najbardziej wysublimowanej formy – walczą ze strachem, który wkrada się do ich życia po cichu, niemalże niedostrzegalnie i powoli odsysa ich spokój i radość z życia. Nie padają ofiarami ryczących potworów czy zombie defilujących przed domem, nie ma tu snopów światła z nieba czy krwiożerczych drzew. Bohaterowie tej książki padają ofiarami czystego przerażenia, które rozdziera ich życie prywatne na strzępy.

Bawiliśmy się takim strachem przed laty, podczas najdojrzalszego w moim życiu etapu erpegowania. Nigdy nie zapomnę sesji prowadzonych przez Michała Sołtysiaka czy Michała Kubiaka, w trakcie których snuliśmy się po sennych miasteczkach Nowej Anglii i rozgryzaliśmy ich mroczne tajemnice. Nigdy nie zapomnę zwłaszcza jednej z nich, która miała miejsce w deszczową listopadową noc. Byłem wówczas chyba przeziębiony i przez cały czas wstrząsały mną dreszcze, za oknem tańczyło targane wiatrem drzewo, a ja słuchałem i… Bałem się.

Przywołałem ten sam strach na wiosnę tego roku, gdy zacząłem pisać „Miasteczko”. Zacząłem wspominać, wymyślać i tworzyć, a postacie trójki bohaterów ożyły w mojej głowie. Niebawem byłem już tą historią owładnięty do tego stopnia, że powracała do mnie automatycznie w każdej wolnej chwili, kiedy to umysł nie był zajęty niczym innym, jak choćby podczas odkurzania podłóg czy jazdy samochodem. Oczywiście powracała również podczas nocnych powrotów do domu i wtedy chyba najszybciej nabierała kształtów. Piętnaście minut spaceru pustą drogą wśród uśpionych domów, gaików, stawów i wreszcie pól, w absolutnej ciszy i nierzadko w poświacie księżyca działał bardzo stymulująco na rozwój fabuły. Czasami aż za bardzo. Któregoś wieczoru zapędziłem się w rozmyślaniach i wyobraziłem sobie kota, który pędzi prosto na mnie, przerażony do granic. Banalny obraz, ale są chwile, kiedy człowiek nie powinien zadawać sobie pytania CO owego kota tak przeraziło. Samotny spacer wśród ciemnych pól zdecydowanie się do nich zalicza.

Pamiętam, że postanowiłem wówczas zadzwonić do kumpla. Tak po prostu, pogadać. Yeah, right.

Nawiasem mówiąc, skoro już użyłem słowa „banał”… Chyba trochę współczuję ludziom, którzy oglądają lub czytają horrory z nastawieniem: „mnie to nie rusza”. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś jest nie tak z ich wyobraźnią.

I tak oto powstawało „Miasteczko Nonstead”, pierwsza i chyba jedyna próba zmierzenia się ze Strachem. Mam nadzieję, że każdy z Was, który sięgnie po tę książkę, poczuje choć cząstkę emocji, które usiłowałem w nią wpakować. Jeśli mi się udało, napiszcie. Będę zaszczycony.

Cholera, właśnie sobie uprzytomniłem, że zostawiłem coś w samochodzie. Jest po 23, a ja muszę wyjść z domu. No po prostu super J.

 

 

 

 

 

Podziel się
oceń
1
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  30 783  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z pas...

więcej...

Blog autorski Marcina Mortki, w którym trochę opowiada o książkach, trochę z nich żartuje, trochę wspomina, trochę niucha i węszy, okazjonalnie nabija się i chichocze, incydentalnie bucha ogniem z paszczy, a czasami to nawet marudzi. Ale tylko czasami.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 30783
Wpisy
  • liczba: 24
  • komentarze: 240
Galerie
  • liczba zdjęć: 36
  • komentarze: 12

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl